Konto w banku internetowym, czy tradycyjne?

Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Dla mnie odpowiedź jest oczywista. Dzisiaj opiszę Wam kolejny przykład, jak działają "tradycyjne" banki i dlaczego nienawidzę tam chodzić. Sprawa jest kontynuacją porządków w moich finansach, spowodowanych powstaniem Alior Sync-a. Okazało się, że mam jeszcze sporadycznie używane konto w BZ WBK. Pewnie nie ruszałbym go, ale nasz poczciwy bank nagle co miesiąc zaczął naliczać sobie, a to 7zł za prowadzenie konta, a to 5zł za kartę. Wreszcie powiedziałem dość i poszedłem do oddziału zlikwidować to konto. Tam Przywitało mnie około 10 osób stojących w kolejce do 2 czynnych okienek, ale pocieszałem się, że więcej już tu nie będę musiał przychodzićŚmiech. Medytując tak w kolejce zacząłem czytać wszystko co wisiało na marmurowych ścianach - a tam: certyfikat ISO 9001, certyfikat "Bank przyjazny klientom"Milczenie, czy jakoś tak... Wtem wpadł jakiś ...

laluś w różowej koszuli i zasuwa od razu do okienka, rzucił tylko przez ramię "firma" i władował się na bezczelnego bez kolejki. Już chciałem się odezwać, ale widzę kolejną kartkę: "Firmy obsługujemy poza kolejnością" - aaaa... teraz już wiem gdzie jest moje miejsce w tym banku.

Po pół godzinie udało mi się wreszcie dostać do okienka (było przed 17, czyli godzina kiedy zamykają bank), a tam miła Pani oznajmiła, że zanim zamknę konto, muszę najpierw zadzwonić na ich infolinię i porozmawiać z konsultantem, bo takie są proceduryMilczenie. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny... Nie dałem za wygraną i uparłem się jednak, że ma mi zamknąć wszystkie konta, kartę i już, a konsultant jak ma potrzebę rozmawiać, to niech dzwoni do mnie śmiało. Chcąc nie chcąc, pracownica poinformowała mnie, że może wypłacić mi to co zostało na koncie, a później mam przejść do innego okienka i tam zostanie zamknięte konto.

W kolejnym okienku pracownica skontaktowała się z ich infolinią i przekazała mi słuchawkę, żebym wytłumaczył się dlaczego ośmielam się likwidować konto w tak wspaniałym bankuKrzyk. Po wyjaśnieniu, że nie chcę mieć już z nimi nic wspólnego Pani wydrukowała potwierdzenie likwidacji konta, skasowała i zabrała(!) mi kartę oraz ... no jak myślicie co teraz? Tak jest! Poleciła udać się do kolejnego okienka, w którym oczywiście nikogo nie było i musiałem odczekać kolejne 5 minut.

Tam inna pracownica zaczęła klepać coś na komputerze i po chwili wezwała telefonicznie "urzędnika". Teraz zacząłem już się bać - cóż to za tajemniczy "urzędnik", czyżby jakieś podejrzane operacje na tym koncie? Kolejne 5 minut czekania... Okazało się, że ów "urzędnik" musiał wklepać swoje hasło do komputera, żeby zatwierdzić dyspozycję.

Wyobraźcie sobie minę Pani w okienku - 15 minut po zamknięciu banku, a w dodatku skończyły jej się zszywkiPłacz. Na szczęście to było już ostatnie okienko i wydawałoby się, że sprawa jest załatwiona. Po powrocie do domu z ciekawości zalogowałem się do banku, a tam ... zostało jeszcze konto walutoweKrzyk.

Podsumowując: do tak prostej operacji jak likwidacja konta w BZ potrzeba 4-ech osób + jedna przemiła Pani na infolinii + co najmniej 1 godzina zmarnowanego czasu. Teraz już jest jasne dlaczego BZ WBK zaczął naliczać takie opłaty.

Poprawiony: piątek, 20 maja 2016 16:32